Nowy rok, a stary Wizz Air. Węgierskie linie lotnicze – znów – zaczęły pobierać tzw. „opłatę administracyjną”, która jest doliczana do końcowej ceny biletu. Jest to albo 38 złotych, albo równowartość w innej walucie.
Kilkanaście miesięcy temu niskokosztowy przewoźnik ogłosił, że nie będzie już podbierał „opłaty administracyjnej”. Była to dodatkowa opłata doliczana przez Wizz Aira do ceny biletu za obsługę rezerwacji – niezależnie od bazowej ceny samego lotu. Nie był to podatek lotniskowy, nie była to także opłata za bagaż ani za usługę dodatkową, tylko koszt związany z procesem rezerwacji i obsługą systemową.
Węgrzy – po skargach pasażerów – zrezygnowali z dodatkowej opłaty, wskazując, że opłata została naliczona, albowiem profile pasażerów zostały błędnie sklasyfikowane przez system przewoźnika jako biura podróży, które obowiązuje opłata naliczana w przypadku rezerwacji dokonywanych za pośrednictwem systemów automatycznych.
Choć Wizz Air miał odejść od niekonsumenckiej praktyki „na dobre”, to od kilku dni system sprzedażowy Węgrów znów zaczął doliczać „opłatę administracyjną”. Pojawia się ona jako osobna pozycja przy finalizacji płatności i 38 złotych/11 dolarów amerykańskich, dziewięć euro, 8,5 funtów brytyjskich. Opłata jest doliczana w każdym przypadku rezerwacji biletu poprzez każdy (oficjalny) kanał sprzedażowy Wizz Aira.